Recenzje

FRAGMENT 1

QUO VADIS - WIEK XX

Ze strony 7 oraz 19, tytuł rozdziału „Rekrut”:                                                                                                                                                                                                „(…)Teraz to wokół mnie, dziennie po kilkakroć, całymi seriami, mieszają się ze sobą głuche huki granatów gazowych, z dźwiękiem gongów, z eksplozjami pocisków, rozpoznawalnych dla doświadczonego żołnierza względem kalibru, teraz to jesteśmy przyciśnięci do ziemi, do betonu lub do drewna, skuleni, z tymi założonymi na twarzach przeklętymi i błogosławionymi za razem gumami, bo chcemy przetrwać, dociskamy zatem usta do zaworu, niczym wyrwana z wody ryba, łapiemy ustami zużyty kilkakrotnie oddech…                                                          Wtedy dociera do nas najsilniej, jak wielką jest to paranoją, jak ogromne i niemal niewyobrażalne spotyka nas czyjeś świństwo, świństwo wynalazców, świństwo chemików, świństwo fizyków i fabrykantów, świństwo możnowładców i świństwo dowódców wojskowych, bo przecież ziemskie powietrze jest w swojej naturze, przyznać trzeba, jest na co dzień wspaniałe, jest świeże i jest kojące, i rześki ma ten swój zapach, nie wymaga od nas noszenia żadnych absurdalnych masek, utrzymuje nas i wszelkie czyste stworzenie przy życiu i dzieje się tak słusznie, bo gdyby miało być zatem inaczej, gdyby zaplanowano to dokładnie inaczej, że z założenia powietrze miałoby być dla ludzi trucizną, świat przecież wyglądałby zupełnie odmiennie. Pewnie nie byłoby w nim nas, zwierząt oraz roślin, a jeśli nawet cudem jakimś człowiek dotrwałby przez wieki, w tych skrajnych warunkach, dotrwałby czasów bestialskiej swojej, zaawansowanej techniki, to i nie poruszałoby nikogo noszenie tych karykaturalnych masek, śmierdząca guma byłaby wręcz w modzie, występowałaby pewnie nawet w kolorowych odmianach, damy przyozdabiały tę gumę w pióra, koronki oraz cekiny, perfumowałyby ją, przekonywałyby gentelmanów, jak tylko potrafiłyby, że pod gumą skrywają interesujące i piękne twarze, a i wszystkie z nich garbiłyby się zapewne od ciężaru noszonych na plecach zbiorników   z   cudownym,  z wytwarzanym   tylko  przez  człowieka i tylko w  jego  fabrykach - zdrowym powietrzem…                                                                                        (…)                                                                                                                                                                                                                               Oto więc stało się ze mną coś, co stało się i z moim losem bieżącym i zatem raczej i z przyszłym, jeśli wojnę miałem dalej przeżyć, stało się ze mną coś Nadprzyrodzonego. Coś, co nie jest  do wyjaśnienia  zwykłą miarą, szybko  więc doszedłem  do wniosku, że – o tak,  nie bałem się w końcu tego określenia, po znowu tygodniu chyba – stało się ze mną coś Cudownego! Oto doświadczyłem na jawie ABSOLUTNIE CUDOWNEGO OCALENIA!!!                                                                                                                                                                         Jeżeli ktoś mi nie wierzy, to jest zwyczajnie ograniczony i nie dbam o to, ale przyznać jednak muszę, że czas ziemski, jaki upłynął dalej, który jest czasem z natury bardzo krótkim, jest jednak też i wystarczająco długi dla człowieka, aby z biegiem miesięcy i jeszcze lat pamięć Cudownego ocalenia zatarła się nieco, aby stawała się mglista. Dzieje się tak dlatego, bo ułomna ludzka świadomość czyni Cud mocniej nierzeczywistym, Cudowne ocalenie zmienia się w baśń kiedyś opowiedzianą, teraz potraktowaną z absolutnie nienależną jej lekkością. I dopiero po „tamtej stronie”, po tej stronie, po której znalazłem się wiele lat później, Cudowne ocalenie odzyskało pełnię swojej powagi. Po pierwsze ze względu na sam fakt jego potwierdzenia, absolutnej afirmacji ocalenia mojego ziemskiego życia na Pierwszej Wojnie Światowej, bezwzględnej i nie podlegającej już żadnej dyskusji wiedzy o tym Cudzie, po drugie, co jest i jeszcze bardziej znaczące, ze względu na ciąg wydarzeń następnych, na cały mój los, na wpływ mojej osoby na losy innych ludzi, jaki później, po tym Cudownym ocaleniu wywarłem, czego by przecież nigdy nie było, gdybym był jednak „zawczasu” – odszedł z ziemskiego świata.                                                                     Wkrótce dowiecie się, po co to moje Cudowne ocalenie w ogóle miało miejsce, dlaczego Istota Najwyższa zajęła się szczególnie i mną, chociaż dookoła umierały w okropnych męczarniach albo dosłownie w jednej sekundzie tysiące mężczyzn. (…)”