Recenzje

FRAGMENT 2

QUO VADIS - WIEK XX

Ze strony 24 oraz 45, tytuł rozdziału „Rewolucja w Rosji”:                                                                                                                                                                               „(…) I ja z grubsza podążyłem za tą ideą odrzucenia precz świata kapeluszy z piórami i śmiesznych meloników, cieszyłem się przecież z gwałtownych zmian w tamtym czasie, i moje serce wypełniła odwrotna pogarda dla niedawnych elit, dla ich „cuchnącego bogactwa, dla okradania z dóbr mas ciężko pracujących, z dóbr, którymi powinni panowie i panie dzielić się szczerze, a skoro nie robili tego, to trzeba było zatem odebrać im siłą, co nasze, co ludu, co do wszystkich należeć powinno i wspólnemu dobru służyć…” I ja dałem się na jakiś czas omamić owemu złudzeniu, że nowa władza zbuduje świat człowieka sprawiedliwego. Mordy i gwałty, aresztowania powszechne, zsyłki, przesiedlenia stały się więc częścią nieodzowną naszej rzeczywistości, czego ja z początku nie pojąłem, a u podstaw tego wszystkiego, jak już wspomniałem, była choroba psychiczna wodzów i tych, którzy im służyli oraz szczególnie w terenie, szczególnie na prowincji, gorliwość we wprowadzaniu w życie elementów centralnie zaplanowanego przestępstwa, przestępstwa na ogromną skalę, był więc ten pęd prowincjonalnych aparatczyków do choćby pomniejszej kariery, był ich ambicjonalny głód przypodobania się wodzom, nadzieja zostania zauważonym i był oczywiście wszechobecny strach. Tymczasem przecież wodzowie wyobrazili sobie rzecz absolutnie szaloną, rzecz całkiem niepojętą, urzeczywistnili idee, dla których miliony ludzi w swojej masie mogły być czymś na kształt materii plastycznej, którą można formować w historii w dowolny zatem sposób! Tak rozlała się na całą naszą Rosję (a wkrótce też przecież i na inne części świata) największa zbrodnia współczesnej nam cywilizacji – anulowanie ważności życia pojedynczego człowieka! (…)                                                                                                                   A zatem było w tej sprawie coś więcej. Pojawiło się przeto w mojej paranoi poszukiwania winy, pojawiło się pytanie, skąd ONI TO wiedzą? Skąd partia zdobyła informację, że ja nie zrzekłem się Ciebie Panie? Przecież nikomu nic, a nic o Tobie nie mówiłem, trzymałem gębę na kłódkę, gdzieżbym śmiał wypowiedzieć tak niebezpieczną w tych czasach kwestię! Cała wiara była jedynie we mnie, w sercu, w głowie… Skąd  więc oni  o wszystkim  wiedzą,  co w  człowieku siedzi? Odchodziłem już po części od zmysłów, miała na to wpływ długotrwałość oderwania od zwykłego, normalnego życia, wspomnienie owych gwałtów i napadu  na mnie  samego,  ale również ogólne osłabienie tak ciała, jak i ducha…                                                                                                                                                                                                                No dobra, a jeżeli ktoś doniósł? Jeżeli faktycznie jestem jednak ofiarą czyjegoś kłamstwa, czyjegoś ohydnego pomówienia? W takim wypadku chciałbym, towarzyszu stalin, chociaż usłyszeć fałszywe zarzuty! Chciałbym bardzo móc zaprzeczyć im wszystkim, obronić się, wyjaśnić wszystko i dać w pysk owemu kłamcy! (…)”